Moje dwa ulubione fragmenty.
poniedziałek, 4 czerwca 2012
The cost of living
Spektakl pochodzącej z Londynu grupy DV8 Physical Theatre. Jest to sztuka łącząca w sobie zarówno taniec jak i teatr, a przede wszystkim przekaz komunikujący uczucia jasno i bezpretensjonalnie. Każdy moment, każdy ruch i każde słowo jest niekończącym się źródłem inspiracji, pobudza myślenie czy też wprawia w nastrój zadumy. Wszelkie symboliczne komunikaty są tak dopracowane, aby nic nie działo się przez przypadek i aby każdy sygnał był możliwy do zinterpretowania. Nie brakuje tam zestawienia miłości, problemów finansowych, egzystencjalnych z paradoksem i i niemyśleniem o przyszłości. Ogląda się to dobrze i z dobrym i ze złym nastrojem.Czyli mówiąc krótko, wszystko co najlepsze skondensowane w jeden zekranizowany spektakl. Można go obejrzeć w częściach na youtube, jednak jakoś jest nienajlepsza.
czwartek, 24 maja 2012
Włoski dla początkujących
Historia o poszukiwaniu odmiany w życiu, które wygląda jak
za PRL-u. Ponury salon fryzjerski, codziennie ta sama piekarnia, a w domu
równie mało ciekawie. Pokazuje to, jak nawet niewielki krok w stronę rozwoju,
którym jest tutaj kurs języka włoskiego, może diametralnie odmienić życie. Jak
ciężko jest odejść od codzienności aby spróbować czegoś innego i jak strach
przed odmianą może blokować postępy. Niesamowitym jest jak jedno (dla nas
oglądających) niewiele znaczące wydarzenie towarzyszące wielu innym, bardziej
istotnym sytuacjom (które zdecydowanie bardziej powinny wpłynąć na zachowanie
bohaterów), u nich wywołuje poczucie „że teraz zaczyna się nowe życie”. Śmierć
staje się dużo mniej ważna od wycieczki do Włoch; podchodzą do niej mniej
emocjonalnie, niezbyt długo to rozpamiętują. Co zatem napędza ich postępowanie?
poniedziałek, 21 maja 2012
Broken flowers
Film opowiadający o podróży. Nie jest to jednak zwyczajna
wycieczka – jest to podróż przez życie, kiedyś pełnie świeżości, namiętności i
emocji, które po kilkudziesięciu latach pozornie się nie zmieniło.
jednak to jak bohater je przeżywa stało się zupełnie inne. Don Johntson przyglądając się swoim dawnym partnerkom widzi
to jak bardzo czas wpływa na człowieka, a jednocześnie to, że w ich głębi tkwi
dawna, pociągająca osobowość. Oprócz tego dostrzega w nich dawnego siebie.
Zaczyna martwić go to jakim teraz stał się człowiekiem – gburowatym, nigdy nie
liczącym się z cudzymi emocjami, samotnikiem. Jego jedynym zajęciem jest ciągłe
oglądanie telewizji, w tym filmów Don Juana (do którego tak często jest porównywany)
i leżenie na kanapie. Czy tak Don chce spędzić resztę życia? Jim Jarmusch
pozostawia szerokie pole do interpretacji i pozwala widzowi samemu poukładać
części zagadki, jaką jest jego dziewiętnasto letni syn, o którego istnieniu
właśnie się dowiaduje.
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Jerry Springer - The Opera
Brytyjski musical autorstwa Richarda Thomasa i Stewarta Lee, oparty na znanym, kontrowersyjnym show, po raz pierwszy w Polsce został wystawiony na scenie Teatru Muzycznego Capitol. Zdanie zawarte na wszystkich plakatach oraz biletach: „Spektakl dla dorosłych. Zawiera wulgaryzmy, ekstremalne sceny i odniesienia religijne, mogące urazić niektórych widzów.”, na pewno wzbudził zainteresowanie szerokiej rzeszy publiczności.
Główną postacią musicalu jest prowadzący programu, Jerry Springer, w którego rolę wcielił się Wiesław Cichy. Owe show osiągnęło w Ameryce ogromną popularność. Początkowo celem realizatorów było pokazanie problemów społecznie trudnych, jednak później ku zwiększeniu oglądalności, zaczęto zapraszać m.in. ludzi o nietypowych upodobaniach seksualnych, którzy są konfrontowani ze swoimi zdradzonymi partnerami. Często zdarza się, że na wizji dochodzi do kłótni, bójek i nierzadko do obnażania.
Akcja musicalu rozgrywa się na początku na planie programu, a następnie po śmierci bohatera przenosi się do piekła, gdzie odwiedza go m.in. Matka Boska, Jezus czy Szatan. Wulgaryzmy często padające z ich słów wywołują zaszokowanie u publiczności. Stacja BBC przed emisją spektaklu otrzymała wiele skarg, wniesiono nawet pozew sądowy, który później został odrzucony. Szczególnie skandaliczne wydają się projekcje wyświetlane podczas spektaklu przedstawiające sceny drastyczne czy obnażone ciała.
Skandal, wulgarność, profanacja a opera, religia i problemy życia codziennego. Pojęcia tak różne a jednak mogą stworzyć pewną, nietypową całość. Bez względu na różne poglądy na taki sposób prezentacji, wszystkie bilety na musical zostały bardzo szybko wyprzedane. W efekcie końcowym spektakl został uznany za niezwykle wartościowy, podkreślając wagę wolności słowa, a także, że wysoka wartość artystyczna przewyższa wszelkie uchybienia.
W najbliższym czasie spektakl można zobaczyć na Sali Koncertowej Radia Wrocław (ul. Karkonoska 10) w dniach 17-20 maja. Bilety w cenie 32-49 zł do nabycia w kasie Capitolu.
Koniecznie to obejrzyjcie
czwartek, 19 kwietnia 2012
Co się wydarzyło w Madison County
Trzeba przyznać, że jest on lekko długawy i momentami nużący, ale w nowy sposób pokazuje monotonie życia i to, do czego może ona doprowadzić. Choć w zasadzie to co spowodowała, tu nie jest najgorszą perspektywą. Powiedziałabym, że jest to całkiem interesujące. No i to życie na wsi... Doskonale obrazuje to co zawsze było dla mnie lekko przerażające; w takich miejscach wszyscy wszystko o wszystkich wiedzą i oceniają, mieszka się na odludziu i to co zrobisz to masz. Ale z drugiej strony jest ten spokój, natura i pewna mała, dla mnie niezrozumiała niezależność od innych. Po obejrzeniu tego filmu doceniłam to jak rzadko zdarza mi się nudzić. Rzeczy, które robimy codziennie zyskują ogromną wartość i należy pomyśleć o tym, co zrobić by codziennie czymś od siebie się różniły, żeby nie popaść w mechaniczne wykonywanie czynności i aby każdy dzień nie przemijał niezauważenie.
poniedziałek, 9 kwietnia 2012
O północy w Paryżu
Jeżeli masz w planach świąteczny, nudny wieczór, możesz puścić ten film; stanie się jeszcze mniej atrakcyjny.
Wbrew wszelkim sprzeciwom i moim ambicjom aby przekonać się do tego reżysera, mówię otwarcie: nie znoszę Allena. Sto minut statycznej akcji jest ponad moje siły. Tak długie utrzymywanie widza w nadziei na katharsis jest co najmniej okrutne, ale w zasadzie mogłam się tego spodziewać. Od początku oglądania nastawiam się na jakieś przeżycia, przemyślenia, bo to (dla mnie) w filmach jest najważniejsze... Czekam i czekam i nic. Zawsze w ten sam sposób sama sobie sprawiam zawód. Myślę: "Może ten film będzie inny, przecież nie każdy twór jednego reżysera musi być taki sam." Teraz wiem, że w przypadku Allena już nigdy tak nie pomyślę. Ktoś może powiedzieć, że go nie rozumiem, być może ten sposób przekazu do mnie nie przemawia. Jednak nie obejrzę go drugi raz, żeby się o tym przekonać.
Film warty zwrócenia uwagi tylko ze względu na kreacje artystów, które postać Owen'a Wilson'a napotyka na swojej drodze. No i oczywiście jak zawsze czarujący Paryż.
Ps. "Twórca najzabawniejszych komedii świata..."? Lekka przesada.
Wbrew wszelkim sprzeciwom i moim ambicjom aby przekonać się do tego reżysera, mówię otwarcie: nie znoszę Allena. Sto minut statycznej akcji jest ponad moje siły. Tak długie utrzymywanie widza w nadziei na katharsis jest co najmniej okrutne, ale w zasadzie mogłam się tego spodziewać. Od początku oglądania nastawiam się na jakieś przeżycia, przemyślenia, bo to (dla mnie) w filmach jest najważniejsze... Czekam i czekam i nic. Zawsze w ten sam sposób sama sobie sprawiam zawód. Myślę: "Może ten film będzie inny, przecież nie każdy twór jednego reżysera musi być taki sam." Teraz wiem, że w przypadku Allena już nigdy tak nie pomyślę. Ktoś może powiedzieć, że go nie rozumiem, być może ten sposób przekazu do mnie nie przemawia. Jednak nie obejrzę go drugi raz, żeby się o tym przekonać.
Film warty zwrócenia uwagi tylko ze względu na kreacje artystów, które postać Owen'a Wilson'a napotyka na swojej drodze. No i oczywiście jak zawsze czarujący Paryż.
Ps. "Twórca najzabawniejszych komedii świata..."? Lekka przesada.
środa, 28 marca 2012
Zakochany bez pamięci
Zastanawiając się co znaczy "zakochanie bez pamięci", nasuwa się myśl, że jest to miłość, w której nic innego się nie liczy, szczęście daje ciągle panująca burza uniesień i jak to się mówi wszystko jest "różowe". W tym przypadku dwuznaczność i niebanalna gra słów tego powiedzenia jest nie tylko zaskakująca ale i inspirująca, a przede wszystkim odchodzi od konwencjonalnego pojmowania.
Akcja stopniowo się rozwija, co momentami wprawia w zakłopotanie i powoduje uczucie niepewności co do interpretacji. Jednak dobrze już znany zabieg kompozycji klamrowej doskonale rozwiewa wszelkie wątpliwości.
Sprawdzasz obsadę, widzisz Jim Carrey i natychmiast rezygnujesz z oglądania filmu, bo to pewnie kolejna kretyńska komedia. Typowe. Sama tak niesprawiedliwie, nieobiektywnie i z góry oceniłam ten film. Jednak gdy kątem oka zobaczyłam "Gatunek: Dramat, Sci-Fi", musiałam sprawdzić czy ktoś czasem nie pomylił się w klasyfikacji. Z pewnością przyznaję, że dawno nie widziałam filmu o tak ciekawej fabule. Nie bez powodu otrzymał w 2005 roku Oscara, nagrodę BAFTA i nagrodę Amerykańskiej Gildii Scenarzystów za najlepszy scenariusz oryginalny.
Równie zaskakujący zwiastun.
Równie zaskakujący zwiastun.
środa, 21 marca 2012
Iwona księżniczka Burgunda
Popularna historia Gombrowicza na scenie Teatru Śląskiego.
Historia Iwony, małomównej panny, która staje się obiektem
żartów i kpin rodzinny królewskiej. Poprzez swoje usposobienie, które w
zasadzie nie jest inwazyjne, doprowadza
do dezorganizacji panujących w pałacu zasad.
Dramat ukazuje jak ciężko jest być innym w świecie gdzie
ludzie tego nie akceptują. W środowisku arystokratycznym gdzie konotacje
pomiędzy ludźmi często są zawiłe, Iwona, zamknięta w sobie, nieśmiała i dość
dziwna osoba staje się czynnikiem powodującym ujawnianie się najgorszych cech
ludzkich. Ta właśnie zawiłość powoduje u widza ciągłe oczekiwanie rozwiązania
sytuacji…
Duży wpływ na napięcie odczuwane przez publiczność ma
kontrast scenografii ze strojami aktorów. Białe, świecące ściany są świetnym
tłem dla czarnych, bogatych kostiumów.
Oczywiście tylko Iwona ubrana jest w białą, ciągnącą się po ziemi i
lekko przybrudzoną suknie. Symbolizuje
to jak bardzo różni się ona od ludzi, którzy ją otaczają.
Historia zaskakuje,
wciąga i jednocześnie sprawia, że widza ogarnia uczucie strachu przed brutalnym
światem.
piątek, 9 marca 2012
Blue valentine
Tytuł wyjątkowo metaforyczny i alegoryczny, ale nie popsuję wam radości z rozwikłania tej zagadki.
Film porywa przede wszystkim bazowaniem na kontrastach i ich powolnym potęgowaniu, co zawsze jest, było i będzie podstawową techniką budującą emocjonalność. Wspomaga to dość silnie wykreowane napięcie seksualne i brutalny naturalizm, który szczególnie nas boli (bo przecież każdy chciałby mieć życie jak z serialu).
Coś z serii "zwykła, smutna egzystencja pokazana w niezwykły sposób." Doskonale obrazuje to, z czego każdy z nas zdaje sobie sprawę, ale niekoniecznie dopuszcza do myśli; jak człowiek uważa, że jego to nie dotknie i że prawdziwa miłość będzie zawsze niewinna, niezłomna i czysta. Tyle, że jest on na tyle parszywym i niewdzięcznym tworem, że rozpamiętuje tylko porażki. W dodatku nie jego własne. O dziwo najlepiej ludzki umysł zakorzenia to co może zarzucić drugiej osobie. Stwierdzenie, że jest się już znudzonym nie wchodzi w rachubę. Paradoksalne jest to, że nawet w tak skrajnej sytuacji nie chcemy źle wypaść przyznając się do nudy. I wtedy mamy to coś, co zawsze można postawić jako argument. To coś co tak wrosło w nasz umysł, że stało się z czasem prawdziwym wytłumaczeniem podczas wypierania przyczyny, którą jest monotonia.
Film porywa przede wszystkim bazowaniem na kontrastach i ich powolnym potęgowaniu, co zawsze jest, było i będzie podstawową techniką budującą emocjonalność. Wspomaga to dość silnie wykreowane napięcie seksualne i brutalny naturalizm, który szczególnie nas boli (bo przecież każdy chciałby mieć życie jak z serialu).
Coś z serii "zwykła, smutna egzystencja pokazana w niezwykły sposób." Doskonale obrazuje to, z czego każdy z nas zdaje sobie sprawę, ale niekoniecznie dopuszcza do myśli; jak człowiek uważa, że jego to nie dotknie i że prawdziwa miłość będzie zawsze niewinna, niezłomna i czysta. Tyle, że jest on na tyle parszywym i niewdzięcznym tworem, że rozpamiętuje tylko porażki. W dodatku nie jego własne. O dziwo najlepiej ludzki umysł zakorzenia to co może zarzucić drugiej osobie. Stwierdzenie, że jest się już znudzonym nie wchodzi w rachubę. Paradoksalne jest to, że nawet w tak skrajnej sytuacji nie chcemy źle wypaść przyznając się do nudy. I wtedy mamy to coś, co zawsze można postawić jako argument. To coś co tak wrosło w nasz umysł, że stało się z czasem prawdziwym wytłumaczeniem podczas wypierania przyczyny, którą jest monotonia.
środa, 29 lutego 2012
Kocha, lubi, szanuje
Jak zwykle daremne spolszczenie bo w oryginale tytuł brzmi "Crazy, stupid, love."
Z pewnością jest to pierwsza komedia od wielu lat, której oglądanie naprawdę wprowadziło mnie w dobry nastrój, a nawet spowodowało głośny śmiech. Być może dlatego, że jej humor jest przystępny i stereotypowy, co oczywiście nie jest wadą, bo na tym opiera się ten gatunek filmowy. Z pewnością również przewrotność akcji zaciekawia ale także pobudza myślenie. Z CAŁKOWITĄ pewnością jednak, śmiejącą się kobiecą gębę (ale jest to trochę inna odmiana radości) powoduje Ryan Gosling. Często zdarza się, że boski alvaro nie jest tak boski jak być powinien, jednak tu momentami nadmiar seksu przeszkadza w skupieniu się na fabule. Zdecydowanie ten aktor dodaje całej historii "walorów estetycznych" i podniecającego napięcia. Ale panowie, nie martwcie się; interesujących kobiet również nie brakuje. Ciekawym jest również to, że podczas oglądania kobieca część publiczności śmieje się w zupełnie innych momentach niż męska. Tak więc pewne jest również to, że przedstawiciele obu płci bawią nie tyle żarty dotyczące ich samych co obnażanie wzajemnych słabości. I tak będzie już zawsze, obojętnie jak wiele razy będzie to powielane. Należy jednak zauważyć, że Glenn Ficarra i John Requa ukazują ten temat ubrany w zupełnie nową historię i zupełnie nowe emocje.
O wschodzie
Cześć, witam i zapraszam do czytania mojego bloga, który zostanie poświęcony teatrze i filmowi. Chciałabym pisać tu o moich subiektywnych wrażeniach, polecać i również zniechęcać do tworów, które ostatnio obejrzałam. Jako, że znam teatr również ze strony praktycznej, postaram się czasami opisać w miarę logiczny sposób moje odczucia tego dotyczące. Czekam na wasze komentarze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
